ZAINTERESOWANIE BIOLOGIĄ

W 1966 r. anglosascy antropologowie, Lionel Tiger i Robin Fox, ogłosili wspólny artykuł: The Zoological Perspective in Social Science, w którym pisali: „To, że człowiek jest zwierzę­ciem, któremu stosunkowo niedawno udało się zdomi­nować wszystkie pozostałe, nie oznacza, że sam prze­stał być zwierzęciem ani że nie może być jako takie ba­dany. Kultura, aczkolwiek jest najdobitniejszym wy­razem jego przewagi nad resztą zwierząt, nie może za­słaniać faktu przynależności do nich” .W 1973 r. w Oksfordzie odbyła się konferencja antropologiczna, mająca na celu nawiązanie kontaktów pomiędzy bry­tyjskimi a amerykańskimi antropologami, w czasie któ­rej odbywały się sesje poświęcone nowym problemom, a wśród nich tematowi: „Antropologia społeczna a eto­logia”. W 1976 r., na dorocznym zjeździe American Anthropological Society, odbyły się dwa sympozja: „Socjobiologia i organizacja społeczna człowieka”. Są to oczywiście jedynie dość przypadkowo wybrane przy­kłady, ale już z nich można wnosić, że to otwarcie ku biologii wystąpiło najwyraźniej w antropologii anglo­saskiej .Zainteresowania biologią przejawiły się także w nau­kach politycznych. W 1971 r. w „The Journal of Poli- tics” ukazał się artykuł Ethology and the Tradition of Political Thought. Jego autor, Fred H. Wilhoite, pisał, że aczkolwiek jest jeszcze za wcześnie, aby w pełni oce­nić sposób, w jaki etologia może przyczynić się do poz­nania życia politycznego, bądź dostarczając wiedzy, bądź też metod badawczych, to w żadnym razie nie jest za wcześnie, aby zacząć się nad tym zastanawiać.

OPRÓCZ ETOLOGII

Oprócz etologii sięga się więc także do ekologii i nagromadzonej przez nią wie­dzy o mechanizmach rządzących życiem populacji i o relacjach pomiędzy strukturą populacji i środowiskiem.Powraca również w naukach społecznych problem genetycznego uwarunkowania różnic pomiędzy ludźmi, ale dzieje się to w czasach, kiedy biologia wyraźnie twierdzi, że przeciwstawienie wpływu genów wpływom środowiska, a cech dziedzicznych nabytym, jest non­sensem, albowiem każda cecha obserwowalna jest re­zultatem łącznych wpływów genów i środowiska.I wreszcie w pole uwagi przedstawicieli nauk spo­łecznych wchodzą fizjologiczne aspekty zachowań się i pojawia się zainteresowanie tym, co można by określić jako społeczne skutki zmian chemii organizmu człowie­ka. Wskazuje się, że nie bez znaczenia dla nauk spo­łecznych są zdobycze neuroendokrynologii, której o- siągnięcia w dziedzinie mierzenia i określania działania hormonów i neurotransmiterów mogą zrewolucjonizo­wać pogląd na stosunki pomiędzy organizmem człowie­ka, środowiskiem, stanem zdrowia i zachowaniem się .Otwarcie w stronę biologii najwyraźniej daje się zau­ważyć w antropologii. Antropologia, która nigdy w peł­ni nie wyrzekła się ewolucjonistycznej perspektywy, miała najwięcej powodów, aby zainteresować się ewo­lucją zachowania się człowieka i jego biogramem, a także by od porównań międzykulturowych przejść do porównań międzygatunkowych.

NIECHĘTNE NASTAWIENIE

Począwszy od lat sześćdziesiątych to jednomyślnie niechętne nastawienie do biologii przestaje być tak jed­nomyślne. Pamiętajmy jednak, że jest to już inna biolo­gia. Biologia, która rozporządza nową wiedzą o mecha­nizmach dziedziczenia, biologia, w której łonie zrodziły się nowe dyscypliny: ekologia, genetyka populacji i eto­logia, z których każda zarówno zgromadziła bogactwo świeżych informacji, jak i wykształciła szereg nowych teorii.Przedstawiciele nauk społecznych zaczynają zwracać się do różnych obszarów biologii, czyniąc to w najroz­maitszych kontekstach problemowych. Sama tylko wiedza etologiczna wykorzystywana jest przy różnych okazjach. Po pierwsze, w rozważaniach na temat antro- pogenezy. Sądzi się, że znajomość zachowania się zwie­rząt, a zwłaszcza naczelnych, może rzucić światło na tryb życia i sposoby zachowania się ludzi pierwotnych, a tym samym przyczynić się do wzrostu samowiedzy człowieka. Po drugie, w próbach określenia biogramu człowieka, to jest ewolucyjnie wykształconego repertu­aru zachowań właściwych gatunkowi ludzkiemu. Po trzecie wreszcie, w wyjaśnieniach podstaw pewnych właściwości strukturalnych grup ludzkich, takich jak hierarchia i dominacja. Porównania między ludźmi a zwierzętami najczęściej czynione są w perspektywie behawioralnej, co, jak można sądzić, jest związane z rozumieniem nauk społecznych jako nauk o zachowa­niu, jednakże nie wyłącznie. Pojawia się bowiem rów­nież perspektywa ekologiczna — poszukiwanie i wyka­zywanie podobieństw pomiędzy organizacją grup ludz­kich i grup naczelnych, żyjących w takich samych wa­runkach środowiskowych .

NA WIELE LAT

Przy okazji zresztą dostało się i etologii, której, jak o tym wyżej wspomniano, często nie odróżniano od so- cjobiologii. Zanim jednak przedstawimy dyskusje i spory wokół socjobiologii oraz zgłaszane wobec niej sprzeciwy, zajmijmy się zauważalnymi od lat sześćdzie­siątych przejawami zainteresowań nauk społecznych biologią. Biologia przez wiele lat była wyklęta z nauk społecz­nych, a wszelkie z nią związki uchodziły za mocno po­dejrzane. Tego rodzaju nastawienie wiązać można z niesmakiem, jaki pozostawił wcześniejszy, nieudany flirt z biologią. Analogie społeczeństwa i organizmu, których wykazywaniem zajmował się kierunek organi- cystyczny, okazały się płaskie i puste, nie mówiły nic o społeczeństwie i niczego w nim nie wyjaśniały. Darwi- nizm społeczny, stosując teorię walki o byt i doboru na­turalnego, czynił to w sposób zarówno prymitywny, jak i wyraźnie tendencyjny, przekształcając się w ideologię kapitalizmu i to kapitalizmu w jego najbardziej dra­pieżnej postaci. Ponadto wykorzystywanie argumentów czerpanych z biologii dla budowy pseudonaukowych, rasistowskich teorii społecznych o paskudnym obliczu politycznym ostatecznie zraziło do niej przedstawicieli nauk społecznych.

ZAMANIFESTOWANY ZAMIAR

W ten sposób socjobiologia zamanifestowała zamiar opanowania obszaru będącego domeną nauk społecz­nych. Do tych ostatnich zresztą odniosła się z całą im­pertynencją nowo powstającej dyscypliny, traktującej własne narodziny jako początek nowej ery i nie mającej najmniejszych wątpliwości., że posiada klucz do roz­wiązania wszystkich zagadek, z którymi nie umiano so­bie dotychczas poradzić. Nie taiła ambicji przebudowy ich podstaw. Zacytujmy jeszcze raz Wilsona:„Twierdzenie, że socjologia i inne nauki społeczne, podobnie zresztą jak i nauki humanistyczne, są ostatni­mi gałęziami biologii oczekującymi na włączenie do Nowoczesnej Syntezy, nie jest przesadą. Jedną z funk­cji socjobiologii jest wobec tego przeformułowanie pod­staw nauk społecznych tak, aby można je było włączyć do Nowoczesnej Syntezy” .Przedstawiwszy wypady etologii i socjobiologii na te­ren nauk społecznych, a także daleko idące roszczenia tej ostatniej wobec nich, wypada z kolei zapytać o to, co działo się w ich obrębie. Jest to właściwie pytanie o dwie sprawy. Po pierwsze, o to, czy i jakie tendencje w kierunku biologizacji podejmowanej problematyki dają się zauważyć u przedstawicieli nauk społecznych, po drugie, o ich reakcje na samą socjobiologię i jej rosz­czenia. Etologia bowiem, uprawiająca własne poletko i powściągliwa w swoich zamiarach, nie budziła specjal­nych pasji. Pasje te obudziła natomiast socjobiologia,czemu sprzyjał pewny siebie ton, jakim przemawiała.

PRZEDSTAWIENIE KONCEPCJI

Przedstawienie koncepcji altruizmu odwzajemnione­go pozwoliło zaprezentować charakterystyczny sposób socjobiologicznego rozumowania, w którym niezwykle ważną rolę pełni powoływanie się na wartość przysto­sowawczą, a zachowanie się jest wyjaśniane niemal bezpośrednim wpływem genów. Zasada doboru krewniaczego oraz altruizm odwza­jemniony są, zdaniem socjobiologii, podstawą więzi spo­łecznej w całym świecie zwierzęcym, łącznie z człowie­kiem. Człowieka socjobiologia widzi jako jeden z wielu gatunków społecznych. W książce O naturze ludzkiej Wilson pisał: „Socjobiologia jest nauką, która opiera się głównie na porównywaniu gatunków społecznych. Każda istota żyjąca może być rozpatrywana jako ewo­lucyjny eksperyment: wytwór milionów lat wzajemne­go oddziaływania genów i środowiska. Badając szcze­gółowo wiele takich eksperymentów zaczęliśmy formu­łować i weryfikować pierwsze ogólne prawa genetycz­nej ewolucji społecznej. Jest obecnie rzeczą osiągalną wykorzystanie tej rozległej wiedzy w badaniach nad istotami ludzkimi.Socjobiologowie rozpatrują człowieka, patrząc nań jak gdyby przez odwrócony teleskop, pozwalający wi­dzieć go z większego niż zwykle dystansu, w tymczaso­wym pomniejszeniu, umożliwiającym równoczesne o- glądanie go wraz z szeregiem innych eksperymentów społecznych. Usiłują umieścić rodzaj ludzki w przysłu­gującym mu miejscu pośród społecznych gatunków za­mieszkujących Ziemię” .

W GRUPIE KREWNYCH

Tak więc w tej grupie krew­nych łączne szanse sukcesu reprodukcyjnego wzrosłyby dzięki temu, że jeden z jej członków został wyłączony z procesu reprodukcji. Tego rodzaju koncepcja umożliwi­ła wyjaśnienie szeregu przejawów „altruistycznego” zachowania się zwierząt, pozwalając na zinterpretowa­nie tego rodzaju zachowań jako działań egoistycznych na rzecz własnych genów. Jednakże przy pomocy doboru krewniaczego nie da­wało się wyjaśnić wszystkich zachowań „altruistycznych” zwierząt wyższych. Wytłumaczenia domagały się czyny „altruistyczne” dokonywane na rzecz osobników niespokrewnionych. Socjobiologia wprowadziła więc pojęcie „altruizmu odwzajemnionego” (reciprocal al- truism). Działamy na rzecz innych osobników w ocze­kiwaniu, że oni postąpią podobnie wobec nas, kiedy sy­tuacja ulegnie odwróceniu. Wprawdzie pojawia się tu możliwość oszustwa, czerpania korzyści z czynów al- truistycznych innych osobników bez odpłacania im tym samym, ale, dowodzą socjobiologowie, oszuści zostają rozpoznani, przestaje się im świadczyć przysługi, co zmniejsza ich szanse przetrwania i sukcesu reproduk­cyjnego, czego konsekwencją jest spadek w następnych pokoleniach liczby genów odpowiedzialnych za oszu­kańcze zachowania się, które wobec tego stopniowo za­nikają.

DOBÓR GRUPOWY

Przy przyjęciu tezy o doborze grupowym, to jest, że w toku ewolucji dobór naturalny faworyzował cechy sprzyjają­ce przetrwaniu grupy, sprawa jest prosta. Tego rodzaju zachowanie wyewoluowało, ponieważ jest korzystne dla grupy. Natomiast po odrzuceniu takiego poglądu i przyjęciu tezy, że dobór naturalny działa w stosunku do osobników, zachowanie takie staje się rzeczą niepo­jętą. Przyjęcie genu za jednostkę doboru ukazywało możliwość rozwiązania, bez opowiadania się za dobo­rem grupowym. Ptak, wydając ostrzegawczy okrzyk, ratuje stado, w którym znajduje się szereg spokrewnio­nych z nim osobników, a więc posiadających takie same jak on geny. W ten sposób, nawet jeżeli ginie, przyczynia się do przekazania ich następnym pokole­niom, chociaż sam możliwość takiego przekazu traci.W socjobiologii występuje koncepcja „doboru krew- niaczego”, to jest doboru działającego na rzecz grupy krewnych, posiadających takie same geny, odpowie­dzialne za cechy sprzyjające sukcesowi reprodukcyjne­mu, oraz pojęcie „łącznej wartości przystosowawczej” (inclusive fitness), oznaczające łączne szanse sukcesu reprodukcyjnego grupy krewnych, będących nosiciela­mi takich samych genów. Bezdzietna siostra, która po­maga wychowywać dzieci rodzeństwu, może sprawić, że w następnym pokoleniu będzie więcej potomków jej rodziców, niż byłoby ich, gdyby sama miała dzieci, a rodzeństwo pozbawiła pomocy, skłaniając je do ograni­czenia liczby potomstwa.

PRZYJĘCIE TEZY

Eibl-Eibesfeldt pisze Etologię człowieka,przedstawiając w niej podobieństwa zachowań czło­wieka w różnych kulturach dostrzeżone w rezultacie drobiazgowych obserwacji, i dokumentuje je zdjęciami poszczególnych faz ruchu głowy, oczu, ust etc. E.O. Wilson pisze na poły filozoficzną książkę O naturze ludzkiej.Socjobiologia nie prowadzi doświadczeń, wykorzy­stując te, które przeprowadzili inni. Tworzy ogólną teo­rię społecznego zachowania się, dotyczącą wszystkich gatunków łącznie z człowiekiem. Spróbujmy pokrótce przedstawić jej podstawowe założenia. Punktem wyj­ścia jest teza o ewolucji drogą doboru naturalnego. Na pytanie, co jest jednostką doboru naturalnego, która to kwestia była w biologii szeroko dyskutowana, jedni z biologów odpowiadali, że gatunek (skłonność do dawa­nia tego rodzaju odpowiedzi można zauważyć wśród etologów), inni zaś, że osobnik. Socjobiologia z kolei nawiązuje do tych badaczy, którzy twierdzili, że ani gatunek, ani osobnik, ale geny. Te geny, które odpowie­dzialne są za powstanie pewnych cech anatomicznych i zachowaniowych, które sprzyjają sukcesowi reproduk­cyjnemu osobnika będącego ich nosicielem, a tym sa­mym przekazaniu większej liczby kopii tychże genów następnemu pokoleniu, rozprzestrzeniają się w popula­cji, w rezultacie czego coraz liczniej pojawiają się osob­niki wyposażone w te właśnie cechy. Takie postawienie sprawy umożliwiło podjęcie próby rozwiązania proble­mu altruizmu, który to problem od dawna dręczył ba­daczy zwierząt. Dlaczego widząc, że stadu grozi dra­pieżnik, osobnik, który go dostrzegł, wydaje ostrzegaw­czy krzyk, narażając się na niebezpieczeństwo?

PEWNOŚĆ SWOJEGO MIEJSCA

Etologia jest znacznie pewniejsza swojego miejsca wśród innych nauk i znacznie mniej w związku z tym agresywna Socjobiologia walczy o status odrębnej dyscypliny, co sprzyja me tylko agresywności, ale i zapędom imperia­listycznym. Jednakże, niezależnie od tych różnic klima­tu i atmosfery, uderza przede wszystkim to, że etologia jest dyscypliną z gruntu empiryczną, socjobiologia zaś teoretyczną. Etologowie, jak o tym już była mowa, sku­piają uwagę głównie na prowadzeniu obserwacji za­chowania się zwierząt. Oczywiście, jest tam i perspek­tywa porównawcza, oczywiście podstawę teoretyczną stanowi teoria ewolucji drogą doboru naturalnego, a w polu zainteresowań pojawia się problematyka dróg ewolucji badanego gatunku, ale trudno oprzeć się wra­żeniu, że jest to tylko zaplecze teoretyczne prowadzo­nych badań, a obserwacje i ich metodologia absorbują znacznie większą część uwagi niż teoretyzowanie, zwłaszcza na temat mechanizmów ewolucji. Nasuwa się też podejrzenie, że ambitne roszczenia etologii czło­wieka, przedstawione wcześniej, zostały sprowokowane przez imperialistyczne zapędy socjobiologii. Humań Ethology Eibl-Eibesfeldta jest o cztery lata późniejsza niż Sociobiology Wilsona. Można się w tym dopatrzyć reakcji obronnej, chęci zadokumentowania prawa do podejmowania pewnej problematyki, jakie przysługuje z racji starszeństwa, do dania wyrazu przekonaniu, że „to nasze, my się tym od dawna zajmujemy”. Jakże jed­nak inaczej!