BOJOWE NASTAWIENIE

Każdy bojowo nastawiony ruch, w miarę jak przybiera na sile, zdoby­wa coraz więcej zwolenników, którzy, podzielając prze­konania przywódcy, nie podzielają jego skrupułów i nie rozumieją wysuwanych przez niego zastrzeżeń” .Drugim punktem ogniskującym ataki było zakwe­stionowanie przez Wilsona wyjątkowości Homo sa­piens, co wyrażało się w konsekwentnym traktowaniu przez niego człowieka jako jednego z gatunków zwie­rzęcych, jak również w przekonaniu, że człowieka stworzyła ewolucja, w toku której drogą doboru natu­ralnego wykształcone zostały zarówno jego cechy ana­tomiczne, jak i behawioralne, oraz że prawa i mecha­nizmy tej ewolucji nie zostały unieważnione z chwilą powstania kultury. Jest rzeczą uderzającą, jak wielu uczonych, nie mówiąc już o laikach, w pełni, zdawało­by się, akceptujących teorię ewolucji, nie może wyrwać się spod wpływu tradycyjnego przekonania o wyjątko­wości człowieka, który jedyny w całym świecie posiada duszę nieśmiertelną. A jeżeli już nie duszę, to przynaj­mniej umiejętność posługiwania się narzędziem, albo jakąś inną cechę, której posiadanie świadczy o istnie­niu przepaści pomiędzy nim a całą resztą świata zwie­rzęcego. Tymczasem coraz więcej cech mających jakoby przysługiwać wyłącznie człowiekowi odnajdywanych jest w rudymentarnej postaci u zwierząt.

ISTNIEJĄCE STOSUNKI

U Wil­sona nie ma apologii istniejących stosunków. Jest nie­pokój. Wilson zauważa dysharmonię pomiędzy naturą człowieka a światem, który go otacza. Mógłby powtó­rzyć za osiemnastowiecznym pisarzem: „Ujrzałem z dróg natury zbiegły ród człowieka” .Uważa, że na naturę ludzką składają się cechy będące adaptacjami do warunków zbieracko-myśliwskiej egzystencji, która dawno należy do przeszłości. Obecnie nasze cechy, bę­dące dziedzictwem ewolucyjnym, wchodzą w konflikt z warunkami, w których żyjemy, a za których powstanie w znacznej mierze sami ponosimy odpowiedzialność. Z konfliktu tego rodzi się zagrożenie. Postępowanie w nowych warunkach zgodnie z imperatywami natury ludzkiej może doprowadzić do zagłady gatunku. Jednakże powyższy zarzut, aczkolwiek niesprawie­dliwy, nie jest w pełni nieuzasadniony. Tyle tylko, że odnosi się nie do Wilsona, ale do tych wszystkich, któ­rzy wykorzystywali socjobiologię czy niekiedy tylko żargon socjobiologiczny dla usprawiedliwienia status quo. I chociaż zapewne sam Wilson wiele z tego, jeżeli nie wszystko, uznałby za nadużycie i karykaturę socjo­biologii, zgodnie z tym, o czym wyżej była mowa, trud­no go całkowicie zwolnić od odpowiedzialności za stworzenie możliwości takich nadużyć i karykatur. Mary Midgley, którą sam Wilson zalicza do uczonych przyjaźnie nastawionych do socjobiologii, pisze:. „Nie­zależnie od cnót samego Wilsona, socjobiologia jako ruch stanowi rzeczywiste zagrożenie, ponieważ naiw­nym ludziom, którzy lubią żargon naukowy, dostarcza szeregu gładkich frazesów i sloganów umożliwiających formułowanie uniwersalnych wyjaśnień.

ISTNIENIE NATURY LUDZKIEJ

‚Tymczasem, z chwilą kiedy przeciwstawienie dziedziczność-środowisko zo­stało zakwestionowane przez naukę, a każda obserwo- walna cecha uznana za łączny rezultat wpływu genów i środowiska, mówienie o wpływie genów i uznanie ist­nienia granic plastyczności człowieka nie może stanowić jednoznacznego wskaźnika reakcyjności. Co więcej, mimo iż historycznie dążenia do przebudowy społeczeń­stwa wiązały się często z wiarą w możliwość nieograni­czonego przekształcenia człowieka, to nie zawsze tak było, gdyż związek ten nie jest logicznie konieczny. J.J. Rousseau powoływał się na niezmienną naturę ludzką dla wykazania „nienaturalności” istniejących stosunków i uzasadnienia żądania takiej ich przebudo­wy, która pozwoliłaby dostosować je do wymogów na­tury ludzkiej.Głosząc istnienie natury ludzkiej, Wilson przeciwsta­wiał się ponadto dogmatowi relatywizmu kulturowego, którego przyjęcie było również swego czasu wskaźni­kiem postępowości. Tyle tylko, że było to w czasach, kiedy relatywizm kulturowy, podnosząc wartość in­nych kultur niż europejska, kwestionował przekonanie o    jej wyższości, stanowiące ideologiczne wsparcie kolo­nializmu. Współcześnie sytuacja uległa zmianie i wska­zywanie na wartości innych kultur może zasłaniać dą­żenia do zahamowania ich rozwoju. Co więcej, Wil­son nie przeciwstawia jednej, wyższej kultury pozosta­łym, ale jedność gatunku różnorodności kultur. Wpra­wdzie krytycy Wilsona zarzucają mu, że naturę ludzką opisuje w sposób zmierzający do usprawiedliwienia stosunków panujących we współczesnym społeczeń­stwie amerykańskim, którego jest uprzywilejowanym członkiem, ale jest .to zarzut niesprawiedliwy.

W ODNIESIENIU DO CZŁOWIEKA

Spróbujmy jednak przyjrzeć się, o co w tym wszyst­kim chodziło i co było przyczyną tak wysokiej tempe­ratury sporu. Zacząć trzeba od uwagi, że dopóki socjo­biologiczne hipotezy dotyczące mechanizmów ewolucji formułowane były w odniesieniu do innych niż czło­wiek gatunków, nie budziły emocji. Kiedy zaczęto od­nosić je do człowieka — wybuchła awantura. W rezul­tacie dyskusja, która się rozpętała, była dyskusją o so­cjobiologii człowieka, a nie o socjobiologii w ogóle. Bar­dziej o tym, co Wilson mówił o ludziach, niż o tym, co mówił o ewolucji.W odniesieniu do człowieka tezy Wilsona dotyczyły kwestii o wyraźnie ideologicznym obliczu, a zaakcepto­wanie jego argumentów wymagało odrzucenia pewnych stereotypów. Przede wszystkim Wilson zakwestionował tezę, iż zachowanie się człowieka jest wyłącznie rezul­tatem uczenia się, a człowiek tworem środowiska. Gło­sił, że szereg zachowań się człowieka jest uwarunkowa­nych genetycznie, a naturę ludzką stworzył proces ewo­lucji drogą doboru naturalnego. Zyskało mu to naty­chmiast miano reakcjonisty, albowiem zgodnie z panu­jącym przyzwyczajeniem, powstałym zresztą w wyniku dotychczasowych doświadczeń związanych z funkcjo­nującymi w tradycji myśli europejskiej ideologiami, skłonni jesteśmy wiązać opowiadanie się za wpływem środowiska z tym, co postępowe, a za wpływem dzie­dziczności — z tym, co wsteczne.

SKIEROWANE OSKARŻENIA

Sama socjobiologia nie była zresztą tu bez winy. Powiada się, że aczkolwiek uczony nie może ponosić odpowiedzialności za nadużywanie i przeina­czanie jego teorii, to jednak jest w jakiejś mierze odpo­wiedzialny za „atmosferę”, jaką wytwarza ta teoria . „Atmosfera” towarzysząca socjobiologii sprzyjała u- proszczeniom, idącym w określonym kierunku. Zarzuty reakcyjności nie były wyłącznie insynuacjami kryty­ków. Wilson mówi o karykaturze socjobiologii tworzo­nej przez jej zwolenników. Jednakże karykatura nigdy nie jest czystą fantazją. Jest wyolbrzymieniem cech, które karykaturowany przedmiot rzeczywiście posiada. W powodzi skierowanych przeciwko Wilsonowi wy­stąpień było znacznie więcej pasji niż rzeczowych i cel­nych argumentów. Odnosi się wrażenie, że ich autorzy często niezbyt dokładnie czytali prace Wilsona i ich re­akcja była znacznie bardziej reakcją na „atmosferę” wokół socjobiologii niż na to, co sam Wilson głosi. Po­nadto debata ta wywołuje wrażenie, że pisanie o socjo­biologii stało się pokupnym towarem. Zabranie głosu na jej temat zwiększało szansę publikacji i uzyskania związanych z tym korzyści, co niewątpliwie sprzyjało temu, by dyskusja o socjobiologii zataczała coraz szer­sze kręgi. Ale, być może, jest to tylko złośliwa insynu­acja.

SŁUSZNE ZASTRZEŻENIA

Amerykański antropolog, Marshall Sahlins, z pasją zabrał się do pisania skierowanej przeciwko socjobiolo­gii książki, Uses and Abuses of Biology. W przedmowie przyznał się, że robił to w ogromnym pośpiechu „ze względu na znaczenie, jakie ma obecnie socjobiologia, oraz na to, że prawdopodobnie wkrótce zniknie jako nauka” . Sahlins nie miał racji. Socjobiologia, pomi­mo wszystkich, często nader słusznych, zastrzeżeń zgłaszanych wobec niej utwierdziła swoje istnienie, czego wskaźnikiem może być to, że inny znany antro­polog amerykański, Marvin Harris, w mającej charak­ter podręcznika książce Cultural Materialism traktuje socjobiologię tak samo jak materializm dialektyczny i strukturalizm, to jest jako kierunek konkurencyjny wo­bec kulturowego materializmu .Atmosfera, która powstała wokół socjobiologii, nie sprzyjała rzetelnej dyskusji. Tę atmosferę tworzyli jed­nakże nie tylko przeciwnicy socjobiologii, ale również jej propagatorzy. Jak wspominaliśmy wyżej, pojawieniu się socjobiologii towarzyszyła głośna reklama. Dyskusje w radiu i telewizji, „Time”, w dn. 1 sierpnia 1977 r., wydał numer, na którego okładce dwiema ludzkimi ku­kiełkami — kobietą i mężczyzną — manipulowały geny, pociągając za ich sznurki, a poświęcony socjobiologii, główny artykuł numeru nosił tytuł: Why You Do What You Do — Dlaczego robisz to, co robisz. Wilson w ostat­niej swojej pracy Promethean Fire, napisanej wspólnie z Charlesem I. Lumsdenem, pisze o karykaturze socjo­biologii, jaką stworzyli zarówno jej polityczni przeciw­nicy, jak i „niektórzy goniący za sensacją autorzy prac popularnych” .

W TOKU WALKI

To już nie były drobne utarczki, to była prawdziwa wojna. W toku tej walki socjobiologia zaczęła być traktowana jako uoso­bienie prawie całej biologizującej orientacji w naukach społecznych. Prawie — gdyż z wyłączeniem zaintereso­wań wpływem na życie społeczne tego, co określiliśmy mianem chemii organizmu. O tendencji do takiego uogól­nionego traktowania socjobiologii świadczyć może wspomniany wyżej brak dbałości o odróżnianie socjo­biologii i etologii.Dyskusja wokół socjobiologii zataczała coraz szersze kręgi i wciągała mnóstwo ludzi. Ashley Montagu w przedmowie do wydanej przez siebie w r. 1980 antolo­gii artykułów ustosunkowujących się do socjobiologii, zatytułowanej Sociobiology Examined, powiada, że wiadomo mu jest o co najmniej stu artykułach i ponad pół tuzinie książek poświęconych temu przedmiotowi, a od tej pory sporo ich jeszcze przybyło. Socjobiologia zdobyła sobie zarówno grono gorących zwolenników, jak i zażartych przeciwników.Dyskusje z socjobiologią i o socjobiologii odbywały się w niezwykle gorącej atmosferze. Wykłady Wilsona były pikietowane, a on sam obrzucany puszkami po pi­wie i coca-coli. W lutym 1978, na dorocznym zjeździe American Association for the Advancement of Science, kiedy na sympozjum poświęconym socjobiologii zapo­wiedziano wystąpienie Wilsona, grupa złożona z pięt­nastu młodych ludzi wdarła się na podium dzierżąc plakat obwołujący Wilsona „faszystowskim i rasistow­skim uczonym roku”, a jeden z nich wylał mu na głowę dzbanek wody .

W STRONĘ BIOLOGII

Ogólnie można powiedzieć, że począwszy od lat sześć­dziesiątych w naukach społecznych zaczął nie tylko kształtować się, ale i instytucjonalizować nurt zaintere­sowań biologią. Rzeczą oczywistą stało się uwzględnia­nie tematyki biologicznej na dorocznych zjazdach towa­rzystw naukowych, zrzeszających przedstawicieli nauk społecznych, tworzenie zajmujących się nią sekcji, orga­nizowanie poświęconych jej dyskusji panelowych, kon­ferencji i sympozjów, wprowadzanie odpowiednich działów w czasopismach naukowych. Wydawcy „Social Science Information”, reklamując swoje czasopismo i prezentując występujące w nim najczęściej działy tema­tyczne, wymieniają wśród nich „biologię i życie społecz­ne” obok działu: „komputery i nauki społeczne”.Oczywiście, zainteresowanie zwrotem w stronę biolo­gii nie ogarnęło wszystkich uczonych, przedstawicieli nauk społecznych. U wielu z nich budziło wątpliwości, a nawet opory i sprzeciwy. Na terenie nauk społecznych zawsze istniały i istnieją rozmaite orientacje teoretycz­ne, przy czym najczęściej jest to współistnienie pokojo­we, ich przedstawiciele stosują bowiem zazwyczaj poli­tykę wzajemnego niedostrzegania się. Niekiedy polityka ta ulega załamaniu i dochodzi do drobnych utarczek, które jednakże nie zakłócają ogólnych zasad pokojowej koegzystencji. Być może, byłoby tak i w wypadku oma­wianego nurtu, gdyby nie to, że na scenie pojawiła się w 1975 r. socjobiologia z aroganckimi roszczeniami, z przekonaniem o własnej wyższości i huczną reklamą. Jej pojawienie się spowodowało wybuch.

PODANE ZA PRZYKŁAD

Przykładem może być wydana w 1977 r. przez brytyjskiego socjologa A.H. Halseya książka He- redity and Environment, stanowiąca zbiór artykułów biologów, antropologów i socjologów, zawierający na­pisany w 1972 r. artykuł N. Tinbergena: Functional Ethology and the Humań Sciences. Pozostałe artykuły poświęcone były takim problemom jak iloraz inteligen­cji a stratyfikacja społeczna czy zagadnienia populacji. Autor wyboru stwierdzał w przedmowie, że tylko inte­gracja nauk przyrodniczych i społecznych doprowadzić może do powstania liczących się teorii. Przytoczyć też można przykłady prac, które podejmując problematykę socjologiczną, wprowadzały porównania z innymi ga­tunkami. W 1970 r. ukazała się książka M.R.M. Chan- ce’a i C.J. Jolly: Social Groups of Monkeys, Apes and Men. W 1973 r. Allan Mazur ogłosił w „American So- ciological Review” artykuł: A Cross-Species Compari- son of Status in Smali Established Groups. Niewątpli­wie przykładów dałoby się znaleźć więcej.Posługiwanie się międzygatunkowymi porównaniami przez przedstawicieli różnych nauk skłoniło do zwoła­nia w Szwajcarii w 1973 r. konferencji poświęconej „logice wnioskowania z zachowania się zwierząt o za­chowaniu się człowieka”. U źródeł tego przedsięwzięcia leżało przekonanie, że skoro w szeregu nauk ścisłych, takich jak fizjologia, farmakologia czy eksperymental­na psychologia zajmująca się teorią uczenia się, obser­wacje zwierząt i przeprowadzane na nich eksperymen­ty są podstawą do formułowania wniosków dotyczą­cych ludzi, a procedura ta uchodzi za uprawnioną i nie budzi niczyich wątpliwości, to należy poważnie zasta­nowić się nad prawomocnością porównań zachowania się zwierząt i człowieka oraz przedyskutować ich meto­dologię, zwłaszcza wobec faktu coraz częstszego odwo­ływania się do tego rodzaju porównań w etologii, an­tropologii, socjologii i naukach politycznych.

ZAINTERESOWANIE POLITOLOGÓW

Zain­teresowania politologów biologią ujawniły się jednakże już parę lat wcześniej. Dyskusję panelową na temat: „Biologia i polityka” zorganizowano po raz pierwszy na zjeździe Southern Political Science Association w 1967 r. Od tego czasu podobne dyskusje organizowane były w czasie amerykańskich zjazdów politologicznych. Wzrost zainteresowania tą problematyką doprowadził do zorganizowania w Paryżu konferencji w styczniu 1975 r., która zaowocowała tomem Biology and Poli- tics. Wydawcą tomu był Albert Somit, autor ogłoszone­go w 1968 r., w „Midwest Journal of Political Science”, artykułu: Toward a More Biologically-Oriented Politi­cal Science: Ethology and Psychopharmacology. Tytuł tego artykułu sygnalizuje dwoisty kierunek zaintereso­wań biologią ze strony politologów, która to dwoistość znalazła swoje odbicie także i we wspomnianej konfe­rencji. Z jednej strony przejawiają oni zainteresowanie wpływem dziedzictwa ewolucyjnego na zachowania polityczne, z drugiej zaś fizjologicznymi i psychofarma- kologicznymi aspektami takiego zachowania się — wpływem zaburzeń hormonalnych, zakłóceń rytmu czasu, a także leworęczności etc.Nurt zainteresowań biologią jest stosunkowo naj­mniej widoczny na terenie socjologii. Trudno się temu dziwić, jeśli zważyć, że socjologia najczęściej skupia uwagę na badaniu społeczeństwa jednego typu, to jest nowoczesnego społeczeństwa przemysłowego. Niemniej jednak i w jej obrębie można dostrzec przejawy odży­wania zainteresowań biologią i próby nawiązywania z nią kontaktów.