W POSZUKIWANIU BIOGRAMU

W uniwersyteckich podręcznikach antropologii, prze­znaczonych dla początkujących studentów, spotkać można, jak się wydaje, trzy ujęcia tego przedmiotu. Według pierwszego — antropologia zajmuje się ewolu­cją człowieka od naczelnych do współcześnie występu­jących ras; według drugiego — „kulturą”, której wy­kład zaczyna się bądź od archeologii, bądź od etnologii; a według trzeciego — jednym i drugim.Wszystkie te trzy ujęcia budzą niepokój człowieka obdarzonego wrażliwością intelektualną, zarówno stu­diującego antropologię, jak i zajmującego się nią zawo­dowo przez całe życie. Natrafia bowiem na dwie szufla­dy, z których jedna wypełniona jest biologią, a druga tym, co odnosi się do życia społecznego. Program stu­diów może w samej rzeczy tymczasowo łączyć zawarto­ści obu szuflad, jednakże nic nie stoi na przeszkodzie, aby po ukończeniu studiów antropolog rozdzielił je na stałe.Przedmiotem antropologii jest człowiek — ale antro­pologia nie rozporządza jego spójnym obrazem. Z ze­stawienia zawartości tych dwu szuflad nie wynika, że kształt kultury został przesądzony w odniesieniu do ca­łej mającej nadejść przyszłości wtedy, kiedy określona forma zwierzęca rozwinęła się i zmieniła tak, że w re­zultacie powstał sposób życia, który tylko tą drogą mógł się pojawić.

POTENCJALNA UŻYTECZNOŚĆ

Odnoszę wrażenie, że najlepiej zrobię, pokazując, co z etologii może być użyteczne dla innych nauk o zacho­waniu się. Czego my, etolodzy, sobie nie życzymy, i co uważamy stanowczo za złe, to bezkrytycznego odnosze­nia wyników naszych badań do człowieka. Zamiast tego, przynajmniej ja tak uważam, możemy zaoferować nasz rodzaj podejścia i sposób argumentacji, jak rów­nież nieco zdrowego rozsądku i dyscypliny.Potencjalna użyteczność etologii wypływa stąd, że, w odróżnieniu od innych nauk o zachowaniu się, do zja­wisk behawioralnych stosuje metodę czy też „podej­ście” biologiczne. Rozwinęła zestaw pojęć i terminów, które pozwalają na postawienie pytań:W jaki sposób zjawisko to (zachowanie się) wpły­wa na przeżywalność, sukces zwierzęcia?Co powoduje, że określone zachowanie się pojawia się w danym momencie? Jak działa jego mechanizm?Jak rozwija się mechanizm zachowania się w mia­rę dojrzewania osobnika?Jak ewoluowały systemy zachowania się każdego gatunku, zanim stały się tym, czym są obecnie?Pierwsze pytanie, o przeżywalność, dotyczy skutków zachowania się, pozostałe trzy, każde w innej skali cza­su, dotyczą jego przyczyn.Te cztery pytania, jak to uznaje wielu moich kolegów biologów, są podstawowymi pytaniami, na jakie biolo­gia od dawna szuka odpowiedzi. To, co robi etologia, można najprościej przedstawić, powiadając, że tak jak biologia bada funkcjonowanie organów odpowiedzial­nych za trawienie, oddychanie, krążenie i tak dalej, tak etologia zaczyna obecnie czynić to samo w odniesieniu do zachowania się; bada funkcjonowanie organów od­powiedzialnych za poruszanie się.

ŻADNA Z NAUK

Wiem na przykład, że antropolodzy, psycholodzy, psychiatrzy i inni badacze podchodzą do tych proble­mów z rozmaitych punktów widzenia. Chcę jednak wskazać, że w swoich wysiłkach badawczych źle, jak do tej pory, wykorzystują etologię. Antropolodzy, na przykład, zaczynają obserwować zwierzęta, ale ograni – czają się niemal wyłącznie do naszych najbliższych ku­zynów — małp człekokształtnych oraz pozostałych małp. Psycholodzy badają w samej rzeczy większą roz­maitość zwierząt, ale nawet oni wybierają głównie wyższe gatunki. Pomijają również pewne ważne prob­lemy, które według nas, biologów, należy badać. Psy­chiatrzy, przynajmniej wielu z nich, wykazują niepoko­jącą skłonność do posługiwania się w badaniach nad człowiekiem raczej wynikami niż metodami etologii. Żadna z tych nauk, a nawet wspólnie przez nie osiąg­nięte rezultaty, nie jest, jak do tej pory, częścią spójnej nauki o zachowaniu się. Ponieważ zachowanie się nale­ży do procesów życia, jego badanie powinno stanowić część głównego nurtu badań biologicznych. Właśnie dlatego my, zoolodzy, powinniśmy „rzucić się w wir walki”. Jako etolog mam zamiar podjąć próbę naszki­cowania, jak moja nauka może towarzyszyć swoim sio­strzanym naukom w ich próbach, obecnie już zaawan­sowanych, stworzenia zjednoczonego, szerokiego fron­tu, prawdziwie biologicznego ataku na problemy za­chowania się.

PEŁNE ZADOWOLENIE

Nie chcą, aby ich własne za­chowanie się poddane było naukowemu rozpatrywaniu, i z pewnością czują się dotknięci porównaniem ze zwie­rzętami. Takie postawy są głęboko zakorzenione i mają złożone pochodzenie.Obecnie jednak jesteśmy świadkami zmiany tego sposobu myślenia. Z jednej strony zmniejsza się opór, a z drugiej wzrasta świadomość niezaprzeczonych możli­wości biologii zachowania się. Wskazuje na to całkiem jasno ogromne zainteresowanie, jakie wzbudziło kilka ostatnio wydanych książek, które próbują, poprzez po­równawcze studium zwierząt i człowieka, wyśledzić to,co moglibyśmy nazwać „zwierzęcymi podstawami za­chowania się człowieka”. Za przykład służyć mogą książki: Konrada Lorenza Tak zwane zło oraz Naga małpa Desmonda Morrisa. Obie książki były od począt­ku bestsellerami. My, etolodzy, jesteśmy naturalnie za­dowoleni z tej oznaki gwałtownego wzrostu zaintereso­wania naszą nauką (nawet pomimo tego, że męki towa­rzyszące tym narodzinom bywają czasem niełatwe do zniesienia). Równocześnie jesteśmy, a przynajmniej ja jestem, pełni obaw.Jesteśmy zadowoleni, ponieważ, widząc ogromną licz­bę sprzedanych tych i innych tego rodzaju książek, są­dzimy, że wewnętrzny sprzeciw wobec badania samych siebie jest coraz słabszy — że jest masa ludzi, którzy, że tak powiem, chcą, aby nimi wstrząsnąć.

BRAK OGRANICZEŃ

Nienakładanie ograniczeń na nasze zachowanie się reprodukcyjne doprowadziło do eksplozji populacyjnej. I, jakby tego wszystkiego nie było dosyć, prowadzimy między sobą wojny — ludzie walczą i masowo zabijają ludzi. Ponieważ skutki tych wzorów zachowania się i postaw, które określają nasze zachowanie się, zawierają w sobie obecnie tak praw­dziwie letalne możliwości, za temat tego artykułu obra­łem niewiedzę człowieka o samym sobie.Jestem etologiem, zoologiem badającym zachowanie się zwierząt. Co daje badaczowi zachowania się zwie­rząt śmiałość mówienia o problemach zachowania się człowieka? Odpowiedzi dostarcza oczywiście historia medycyny. Wszyscy wiemy, że do badań medycznych używa się zwierząt na dużą skalę. Ma to sens, ponieważ zwierzęta, zwłaszcza kręgowce, są, pomimo wszystkich różnic, tak podobne do nas; łączą nas, aczkolwiek dale­kie, więzy krwi.Jednakże takie posługiwanie się badaniami zoolo­gicznymi dla lepszego zrozumienia nas samych dla większości ludzi jest do przyjęcia tylko wtedy, kiedy mamy do czynienia z tymi funkcjami ciała, na które pa­trzymy jako na części naszej fizjologicznej maszynerii funkcjami na przykład naszej wątroby, nerek, gru­czołów produkujących hormony. Większość ludzi żach­nie się, kiedy tylko choćby zasugerować, że badania za­chowania się zwierząt mogą być użyteczne dla zrozu­mienia naszego własnego zachowania się (nie mówiąc już o panowaniu nad nim).

POŻYTKI ETOLOGII

W 1935 r. Alexis Carrel opublikował bestseller Czło­wiek, istota nieznana. Obecnie, ponad 40 lat później, my, biolodzy, mamy obowiązek ponownego przypom­nienia naszym bliźnim, że pod wieloma względami je­steśmy nadal istotami nie znanymi dla nas samych. Prawdą jest, że obecnie wiemy wiele o tym, jak funk­cjonuje nasze ciało. Wraz z tą wiedzą pojawiła się moż­liwość jego kontroli — medycyna. Nieznajomość samych siebie, na którą należy dziś zwrócić uwagę, to niewiedza o naszym zachowaniu się — nieznajomość przyczyn i skutków funkcjonowania na­szych mózgów. Naukowe rozumienie naszego zachowa­nia się, prowadzące do panowania nad nim, może oka­zać się najbardziej pilnym zadaniem, które stoi przed ludzkością. Skutki naszego zachowania się zaczynają zagrażać przetrwaniu naszego gatunku i, co gorsza, ist­nieniu wszelkiego życia na Ziemi. Dzięki zdobyczom naszej techniki osiągnęliśmy nie mającą precedensu w historii życia władzę nad naszym środowiskiem. Jed­nak zdobycze te gwałtownie wymykają się spod kon­troli. Skutki naszego „gwałcenia świata” osiągają o- becnie stan krytyczny. Z krótkowzroczną lekkomyślno­ścią wyczerpujemy ograniczone zasoby naturalne, w tym nawet i tlen, i azot naszej atmosfery. Po ostrzeże­niu Rachel Carson przychodzą ostrzeżenia tych nauko­wców, którzy malują przed nami jeszcze bardziej ponu­ry obraz ogólnego skażenia powietrza, gleby i wody. Skażenie to poważnie zagraża naszemu zdrowiu i na­szym zasobom żywności.

PRZYTOCZONE FRAGMENTY

Przytoczone fragmenty książek Earla W. Counta oraz Lionela Tigera i Robina Foxa pre­zentują pojęcie biogramu i poruszają problematykę ewolucyjnie wykształconego repertuaru zachowań wła­ściwych gatunkowi człowieka. Bestia wraca do łask, artykuł Pierre’a van den Berghe’a, socjologa uważane­go za zwolennika socjobiologii, został wybrany z tego względu, że podejmuje trzy kluczowe tematy przewija­jące się w literaturze rozpatrującej człowieka w per­spektywie jego ewolucyjnego dziedzictwa — agresję, dominację i terytorializm. O umieszczeniu tego tekstu w części pierwszej zadecydowało to, że nie ma w nim charakterystycznej dla socjobiologii problematyki do­boru krewniaczego, altruizmu, łącznej wartości przy­stosowawczej etc. Artykuły Rogera D. Mastersa i Freda Wilhoite’a są przykładem wykorzystywania teorii ewolucji i wiedzy etologicznej przez nauki polityczne. Artykuł Johna B. Crooka podejmuje poważne problemy metodologiczne związane z porównywaniem organiza­cji społecznych różnych gatunków zwierząt oraz ludzi, przy czym sam autor opowiada się za odrębnością czło­wieka i stoi na stanowisku, że pomiędzy społeczeńst­wami zwierząt a społeczeństwem człowieka istnieją za­sadnicze różnice.

WIELE RACJI

Wiele racji mają krytycy, którzy ujawniają dyletantyzm szeregu jego twierdzeń, wskazują na luki w jego rozumowaniu i przytaczają dowody na rzecz fałszywości niektórych twierdzeń. Wiele słuszności jest też w zastrzeżeniach wobec porównywania ludzi ze zwierzętami, co robione jest często na podstawie luź­nych skojarzeń, bez żadnego zaplecza teoretycznego i metodologicznego, bez zastanawiania się nad tym, jakie porównania i w jakim celu czynione są uprawnione i mogą coś wnieść do wiedzy o człowieku, a jakie są tyl­ko barwnymi i uciesznymi przypowiastkami.Jednakże mimo wszystko Wilson nie zasługuje na to, aby jego pomysły traktować jako jedną wielką bzdurę. Zasługuje, aby się nad nimi poważnie zastanowić. So­cjobiologia, podobnie zresztą jak etologia i omawiana wyżej orientacja biologiczna w naukach społecznych, proponuje nam spojrzenie na człowieka z pewnej nowej perspektywy i jeśli nawet zdecydujemy się ją odrzucić, nie powinniśmy tego robić w sposób pochopny i bez za­stanowienia.Tego rodzaju przekonanie leży u podstaw niniejszego wyboru tekstów. Zostały one zgrupowane w trzech czę­ściach. W części pierwszej zostały zamieszczone teksty, w których dopatrzyć się można związków z etologią. Otwiera ją tekst N. Tinbergena, który mówi o tym, w jaki sposób etologia może okazać się przydatna dla nauk społecznych.

NIE BEZ ZNACZENIA

Nie bez znaczenia było także to, że Wilson w sposób dobitny opowiedział się za redukcjonizmem i to w dwo­jakim sensie. Po pierwsze, postulował zredukowanie nauk społecznych do biologii, po drugie, uważał za możliwe wyjaśnianie zjawisk społecznych przez odwo­ływanie się do zachowań jednostek i praw nimi rządzą­cych. To, że redukcjonizm pierwszego rodzaju musiał wywołać opór przedstawicieli nauk społecznych, jest rzeczą oczywistą. Poza kwestiami merytorycznymi w grę wchodził interes własny. W drugim natomiast wy­padku Wilson dotknął jednego z bardziej spornych pro­blemów na terenie nauk społecznych. Przeciwnicy re­dukcjonizmu, których jest wcale niemało i którzy gło­szą, że społeczeństwo jest tworem ponadjednostkowym, a praw nim rządzących nie da się sprowadzić do praw rządzących zachowaniami jednostek, nie mogli nie opo­wiedzieć się przeciwko socjobiologii.Wskazując na podteksty i ukryte założenia krytyk skierowanych przeciwko Wilsonowi, bynajmniej nie twierdzimy, że wysuwane przeciwko niemu zarzuty by­ły niesłuszne, a cała krytyka nietrafna. Prawdą jest, że wiele twierdzeń, które formułuje Wilson w odniesieniu do życia społecznego, jest wyłącznie niesprawdzonymi, a często wręcz niesprawdzalnymi hipotezami. Prawa socjobiologii formułuje jako ściśle ogólne i nie przycho­dzi mu nawet na myśl, że może istnieć sfera zachowań się człowieka i dziedziny życia społecznego, do których się nie odnoszą i do których wyjaśnienia przyczynić się nie mogą.

ROZPATRUJĄC PROBLEMY

Rozpatrując problemy antropogenezy, coraz rzadziej szuka się jed­nej, wyodrębniającej cechy, coraz częściej wskazuje na ilościowe zmiany szeregu cech, których zbieg doprowa­dził do powstania nowego gatunku. Niechęć do porzu­cenia dualistycznego poglądu na człowieka, to jest ta­kiego, zgodnie z którym człowiek ma ciało, które łączy go z królestwem zwierząt, oraz „coś”, co wyodrębnia go z niego i stawia ponad nim, wyraża się na różne sposo­by. W oporze przeciwko uznaniu, że obserwacje zacho­wania się zwierząt mogą rzucić światło na zachowanie się ludzi, a także w przekonaniu, że dzięki kulturze człowiek uniezależnił się od wpływów dziedzictwa po swych zwierzęcych przodkach.zapędy Wilsona wobec nauk spo­łecznych również wpłynęłyna gwałtowność reakcji. Do przedstawicieli nauk społecznych Wilson przemawiał w sposób zarozumiały, jako ten, kto „wie lepiej”, kto nie­sie światło prawdziwej wiedzy i nie ukrywa, iż uważa dotychczasowy sposób uprawiania ich dyscyplin za pseudonaukowy, a w najlepszym razie przednaukowy. Naukowcy ci poczuli się zarówno obrażeni, jak i zagro­żeni. Zadziałała zasada terytorializmu. Gwałtowność uzurpatora wywołała gwałtowny opór obrońców. Skoro Wilson twierdził, że socjobiologia wszystko potrafi wy­jaśnić, naturalnym odruchem było dążenie do wykaza­nia, iż niczego nie wyjaśnia. Powstała sytuacja, w któ­rej socjobiologię można było tylko albo w całości przy­jąć, albo w całości odrzucić.