FAKT NARODZIN

W każdym z małych kręgów ludzi — gdziekolwiek by to było — podobna jest przyjemność i zaangażowanie w to, co symbolizuje prosty komunikat na bramach pała­ców: „Syn, książę Henryk Fynn, urodził się o 9,30…”Fakt narodzin jest stwierdzeniem samym w sobie, po­wszechnie rozumianym.Cel  jest dwojaki: jest nim opis tego, co wiadomo o ewolucji zachowania się człowieka, a na­stępnie próba wykazania, że konsekwencje tej ewolucji wpływają na nasze obecne zachowanie się. By to osiąg­nąć, zwrócić się musimy do zoologii, biologii, historii i genetyki. Musimy użyć wyrafinowanych technik i ma­teriałów zgromadzonych przez nauki społeczne — tech­nik, z którymi, jako przedstawiciele tych nauk, jesteśmy ftsj lepiej obznajomieni — by umieścić człowieka w szerokim kontekście świata naturalnego. Rzeczywiste i intelektualne naciski, które zmuszają nas do uznania siebie samych za gatunek zagrożony, wskazują na ko­nieczność poszerzenia perspektywy nauk społecznych. Wymagają sceptycznej weryfikacji sposobu, w jaki wy­jaśniamy nasze zachowanie się polityczne, naszą eko­nomię, sposób spędzania wolnego czasu, formy kształ­cenia i powtarzającą się tragedię wojny.

BIOGRAMATYKA

Ludzie starzeją się i ulega zmianie ich zachowanie się. Mężczyźni i kobiety różnią się pomiędzy sobą; ich interakcje i ich odrębność są męczące, konieczne i ekscytujące. Przekonani o ist­nieniu tych prawidłowości, ludzie usiłują określić swo­je specyficzne, własne życie reproduktywne i erotyczne. Dzieci są hałaśliwe i nie ma końca ich potrzebom. Ro­dzice stawiają czoło tym potrzebom z zadziwiającym spokojem i silnym — nawet jeśli jest ono powierzchow­nie sentymentalne — zaangażowaniem w proces, który sami rozpoczęli. Ludzie u władzy puszą się i mimo że pojęcie władzy jest dla niektórych równie odpychające, co puszenie się, ludzie u władzy będą puszyć się nadal. Zawsze istnieć będą czarne limuzyny; zmieniają się tyl­ko ludzie w czarnych limuzynach. Zawsze ktoś będzie rozpierać się na ich siedzeniach w ten sam pewny sie­bie, przyciężki sposób. Ludzie muszą jeść i stąd płynie autorytet, jakim cieszy się żywiciel rodziny. Matka i jej dziecko stawiają sobie wymagania, które akceptowane są powszechnie, nawet przez najbardziej bezwzględne­go despotę czy doktrynerskiego reformatora. Ta więź wyraża bogactwo porozumień i akceptację potężnego dyktatu: dzieci są ważne, przyrost jest korzystny; mat­ka i dziecko są obrazem naszych nie wypowiadanych deklaracji dotyczących wartości życia i przetrwania.

OSIĄGNIĘCIE OBIEKTYWIZMU

Antropologia zaś usiłuje osiągnąć obiektywizm nauki ścisłej, przyjmując postawę relatywizmu kulturowego wówczas, kiedy przedmiotem badań zaczynają być wartości. Nie sprzy­ja to porozumieniu z humanistyką zarówno w jej „sa­kralnej”, jak i „świeckiej” wersji. Nakreślenie wyraźnej linii podziału pomiędzy wiedzą o tym, co człowiek ob­serwuje, i wiedzą o tym, czego doświadcza, było wielką zdobyczą, osiągniętą wyłącznie w tradycji zachodniej kultury i cywilizacji. Cena tego osiągnięcia jest jednak­że ogromna. To silne rozgraniczenie pociąga za sobą niekorzystne skutki, z których rodzi się nasza rozpacz tak nowicjusz na uniwersytecie staje wobec dwu antropologii. W naszych czasach nic lepszego nie może­my ofiarować. Być może w jego lub jej czasach lub w czasach dzieci ich dzieci ktoś będzie miał coś więcej do zaoferowania. Mamy nadzieję, że nauka ścisła o człowieku i humanistyka rozpoczną wielki, twórczy dialog.Znamy siebie zaskakująco dobrze. Izolacja jednostki nie jest ani ostateczna, ani nieunikniona. Nikt z nas nie jest naprawdę wyizolowany: połączeni jesteśmy siecią prawidłowości i mnóstwem powszechnie uznawanych, głęboko zakorzenionych przekonań.

BRAK KOMUNIKACJI

Biskup był bardzo dobrze zorientowany w stanie współczesnej nauki i oczywiście świetnie znał tradycje własnej cywilizacji, zwłaszcza sakralne. Według folklo­ru historii nauki pałasz Huxleya zadał nieprzyjacielowi sromotną klęskę i nieugięte oświecenie odniosło zwy­cięstwo nad opornym i pobożnym obskurantyzmem. Lecz pogląd ten nie jest zbyt światły. Albowiem każdy z uczestników sporu był rzecznikiem zespołu wytwo­rzonych przez cywilizację wartości, które stanowią samą materię jej życia. Rzeczy jednakże tak się uło­żyły, że starzejący się „sakralny” światopogląd zwal­czał wprawdzie nowszy, ale niedojrzały światopogląd „świecki”. Spór był jedną z utarczek, jakie miały miej­sce w naszej tradycji w procesie jej samozniszczenia. Stary światopogląd odnosił się do nowego z nieufnością i niepokojem, a ten z kolei uważał, że w starym świato­poglądzie nie ma już nic interesującego.Ta sama „schisis” przybiera i inną, dobrze znaną po­stać braku komunikacji pomiędzy naukami „ścisłymi” i „humanistycznymi”. Z braku lepszych określeń nauka­mi „ścisłymi” nazwiemy wiedzę o tym, co człowiek ob­serwuje, a „humanistycznymi” — o tym, czego do­świadcza. Nauki ścisłe unikają sądów wartościujących, humanistyka żyje dzięki wartościom.

WRAZ ZE SCHYŁKIEM ŚREDNIOWIECZA

Każdy, ko­go pytanie interesuje, może uczynić je przedmiotem rozważań. Przyciąga pędzel i dłuto Australijczyka i Es­kimosa, a także florentyńczyka i Umbryjczyka. Lecz je­żeli kultura nie znajdzie na nie zadowalającej odpowie­dzi, koniec końców zginie. (…)Przejdźmy w naszych rozważaniach do obrazu czło­wieka w tradycji naszej, zachodniej kultury, do tego, co jest tu i teraz, i tego, co było i przeminęło. Wraz ze schyłkiem średniowiecza przestał istnieć spójny obraz człowieka. Nie czynię z tego zarzutu, lecz jedynie opi­suję kondycję ludzką. W ciągu blisko tysiąca lat obraz człowieka związany był z systemem wartości i „sakral­nym” światopoglądem. Zaczął się rozpadać wraz z na­dejściem renesansu, albowiem na dłuższą metę nie da­wał się pogodzić z narastającą nową wiedzą. Obecnie istnieją elementy światopoglądu opartego na większym zasobie informacji, a także fragmenty odpowiedniego obrazu człowieka, jednakże mimo to wszyscy jesteśmy nader świadomi, że nasze czasy są czasami samozwąt- pienia.Współczesna kultura zachodnia jest schizoidalna. Widać to na stosunkowo prostym przykładzie odnoszą­cym się do spraw, które przestały już być przedmiotem polemik. W 1860 r. Tomasz Huxley nieoczekiwanie dla siebie samego wdał się w spór z anglikańskim bisku­pem Samuelem Wilberforce na temat problemów poru­szonych przez Darwina w pracy O powstawaniu gatun­ków.

W POSZUKIWANIACH

Doszedłszy do końca, można było zacząć drogę powrotną, tym razem dodając ponownie „upiększenia”. Dopiero po wykonaniu tego wszystkiego skonfrontowano człowieka i biogram. Nie­zależnie od tego, jak wypadnie merytoryczna ocena tego przedsięwzięcia, wygląda na to, iż „biogram” krę­gowców-czworonogów-ssaków-naczelnych dostarcza za­sadniczej struktury, która nieustannie obrasta specy­ficznie ludzkimi „upiększeniami”. Równie ważne jest to, że nie znaleziono żadnych „residuów” — żadnych nieprawidłowości, żadnych cech człowieczeństwa, któ­re nie dałyby się pogodzić z takim punktem widzenia. Wydaje się, że i druga strona może z tego odnieść ko­rzyść — bez żadnej antropomorfizacji, jak się zdaje, z perspektywy człowieka można niekiedy mimo wszystko lepiej zrozumieć (a czasem nawet przewidzieć) zacho­wanie się innych niż człowiek stworzeń. Pierścień Salo­mona  Lorenza okazał się nad podziw potężny (…)W poszukiwaniach biogramu stajemy wobec pytania, które w tradycji każdej kultury — hotentockiej, „euro­pejskiej”, papuaskiej, azteckiej — musi zostać posta­wione we właściwy danej kulturze sposób. Czym jest człowiek? Odpowiedź na to pytanie może nosić cha­rakter niemal wyłącznie pragmatyczny. Jedynie filozo­fowie nadają jej postać systemu myślowego.

KONCEPCJA BIOGRAMU

Koncepcję biogramu wprowadzam w pierwszym ese­ju . W najszerszym rozumieniu termin ten oznacza sposób życia dowolnego rodzaju zwierząt, rozpatrywa­ny jako ekspresyjny aspekt morfologii ich ciała. Jed­nakże, dokładniej mówiąc, jest to zachowanie się, wy­nikające z tej właśnie morfologii i mające odpowiada­jący jej układ, albowiem struktura i funkcja nie mogą nie tworzyć jednej całości. Dlatego też odnaleźć w nim można zawsze ślad mechanizmów biologicznych, któ­rych jest wytworem.Jak się okazało, biogram kręgowców daje się syste­matyzować równolegle do morfologii, która tworzy podstawę taksonomicznego uporządkowania. Możliwa okazała się, przynajmniej w najogólniejszych zarysach, rekonstrukcja filogenezy. Dzięki temu można ją zesta­wić z opisem ewolucji centralnego systemu nerwowego, a wówczas domysły stają się nadzwyczaj sugestywne. Niemniej jednak pozostaną domysłami dopóty, dopóki neurologia wspólnie z psychologią nie zmienią tego sta­nu rzeczy.Właśnie dlatego, że pierwszym, który zadał to pyta­nie, był antropolog, odwrócił uwagę od człowieka i skupiając ją na ciągu ewolucyjnym, śledzi kręgowce wstecz aż do ryb smoczkoustych (cyclostomes). Okazało się, że stopniowo zachowanie się upraszczało, znikały jego charakterystyczne szczegóły, natomiast całościowy wzór utrzymywał się.

ZAINTERESOWANIE ZACHOWANIEM

Niemniej jednak pozostaje uparta prawda: albo zbę­dziemy problem, powołując się na tertium quid, albo ze względu na to, że mamy mentalność naukową, odrzuci­my wszelkie hipotezy o powstaniu czegoś ex nihilo i bę­dziemy uparcie odwoływać się do praw przyrody.Kiedy w 1951 r. nasze pytanie pojawiło się po raz pierwszy, zainteresowanie zachowaniem się naczelnych było znacznie mniejsze niż obecnie. Przynajmniej an­tropologowie doskonale sobie radzili ignorując je cał­kowicie. Na szczęście przestało to już być prawdą. Jed­nakże z kolei zachowanie się naczelnych z rzadka roz­patrywane jest jako odmiana szerszej kategorii zacho­wania się ssaków, a jeśli idzie o najszerszą z wszystkich kategorii — zachowanie się kręgowców — to nie wystę­puje ona jako przedmiot rozważań. Co prawda istnieje, aczkolwiek ciągle w zalążkach, nauka zajmująca się ogólną psychologią porównawczą. Możliwe jest organi­zowanie sympozjów łączących referaty o pszczołach, rybach, delfinach i małpach. Nie można zaprzeczyć, że cennej pomocy w potrzebie udzielają etologowie pro­wadzący badania nad kręgowcami i bezkręgowcami. Jednakże ciągle jeszcze w naukach o zachowaniu się nie ma odpowiednika ewolucyjnej morfologii porów­nawczej, istniejącej w naukach, których przedmiotem jest ciało. Powody tego stanu rzeczy są oczywiście hi­storyczne, ale sam stan rzeczy jest właśnie taki.

ELEMENTARNA MĄDROŚĆ

Istnieje elementarna mądrość nauki, która każe za­dawać naiwne pytania wówczas, kiedy znajdziemy się w ślepym zaułku. Druga część tej samej reguły powia­da, iż na tego rodzaju pytania można udzielać wyłącz­nie wyrafinowanych odpowiedzi. Dlatego też nie zacz­niemy od przesłanki, że człowiek różni się od wszyst­kich zwierząt wyjątkowym sposobem życia — to może dostrzec każdy głupiec — i powstrzymamy się od mó­wienia tego studentom. Zapytamy: Czy zachowanie się (społeczne) człowieka, z tych samych zasadniczych po­wodów i tak samo całkowicie i bezwyjątkowo jak jego ciało, jest zachowaniem się członka rzędu naczelnych, ssaka, a nawet kręgowca? Naturalnie wiemy i nie zapo­minamy o tym, że w ramach pewnego dyskursu można mówić o tym, co czyni człowieka istotą wyższą i „wy­jątkową”; że potrafi tworzyć wartości i żyć dzięki nim lub też zniszczyć siebie, kiedy je zniweczy, że jest w stanie przeżywać „agonię i ekstazę”; że coś go pcha, by w zdobywaniu środków egzystencji przechodzić od zwierzęcej prostoty do wielce skomplikowanych zabie­gów, które ostatecznie dostarczają mu takiej samej ilo­ści środków do życia, jak wysiłki znacznie ubożej wy­posażonych pobratymczych stworzeń; że jest rzeczą oczywistą, iż tylko on doświadcza niepokojów związa­nych z tym, co myślą bliźni — wszystko to, a także znacz­nie więcej, nie pozwala na uproszczone wyjaśnienia.

PODZIELONE PRZEKONANIE

Student podzieli przekonanie starsze­go od siebie antropologa, że kiedyś, w czasie ostatnich etapów ewolucji organizmu, zaczęła działać „nowego rodzaju ewolucja”, która jeszcze bardziej oddaliła czło­wieka od pozostałych potomków wspólnych przodków. Tak więc kultura jest tworem umysłu, jedynego w swo­im rodzaju. Rządzą nią jej własne prawa. Uczony zajmujący się kulturoznawstwem, jeśli zechce przyjąć taki punkt widzenia (a często to czyni), z całą swobodą może twierdzić, że w ewolucji człowieka inteligencja oraz wpływ środowiska zastąpiły, a nawet „unieważni­ły instynkty”. Niezależnie od tego, w jakich terminach, pojęcia te były wyrażane, ciągle czekamy na odkrycie, jaki jest ich dokładny sens. Wiedza potoczna i nauka stanowią niezbyt zgodną parę.Jeśli nasza krytyka jest drakońska, to dlatego, że rzecz dotyczy ni mniej, ni więcej tylko najistotniejszego problemu cywilizacji, do którego musimy w końcu po­wrócić. Niezależnie od tego — zarysowana wyżej ponu­ra sytuacja skłoniła nas przeszło dwadzieścia lat temu do postawienia naiwnego pytania: zapewne w czasie, kiedy pra- i protoczłowiek stawał się tym, czym się stał, utrzymywały się wzory jego gromadnego życia, mózg i zachowanie się harmonijnie ewoluowały; za­pewne mogło nagle wśliznąć się jakieś tertium quid, coś dziwnego zdarzyć się z systemem nerwowym, tak że in­stynkty zanikały, w miarę jak rozwijała się inteligencja ale czy sposób życia stworzył całkowicie nowe drogi ewolucji?