REPERTUAR ZACHOWAŃ

Pełny repertuar za­chowań danego gatunku nazywany jest czasem „bio­gramem” . Jest to jednak lista statystyczna; by zrozu­mieć, jakie związki zachodzą pomiędzy jej elementami,musimy znać reguły, które tymi związkami rządzą. Bo­wiem mimo iż język zachowań jest bez trudu odczyty­wany przez gatunek, który go używa, dla kogoś z ze­wnątrz może wydawać się bełkotem. Język obcy jest niezrozumiałym potokiem dźwięków dla osoby, która nim nie włada; jednakże osoba ta uzbrojona w grama­tykę może zacząć wychwytywać jego znaczenie, wyod­rębniać składniki, by wreszcie połączyć je razem i użyć ich. Jednym słowem, uczy się ona reguł języka. By zro­zumieć język zachowań, potrzebujemy podobnego ze­stawu reguł biogramu — biogramatyki; w to stosunko­wo proste słowo uwikłane są wszystkie ważniejsze pro­blemy nauk społecznych.Reguły te określają podstawy języka zachowania się, ale nie opisują dokładnie tego, co robić będą poszcze­gólne jednostki. Czujność i, odpowiednio, złośliwość samca pawiana płaszczowego zmienia się w zależności od konkretnego osobnika i okoliczności, ale reakcją na prowokacje będzie niezmiennie kąsanie w kark, a nie co innego.

WSZYSTKIE PRZYKŁADY

Jeżeli jedna z żon pawiana płaszczowego zbytnio odłączy się od stada i pokaże zachęcający zad wędrownemu kawalerowi, jej władca rzuci się na nią i ugryzie w kark — część ciała wystarczająco zabezpie­czoną przed uszkodzeniem, ale na tyle wrażliwą, by przypomnieć samicy, że, na dobre czy złe, stanowi część zamkniętej grupy partnerów seksualnych. Jeżeli czło­wiek daje coś — rzeczywistego lub niematerialnego — innemu, coś winno być oddane w zamian. Nawet hisz­pański żebrak daje błogosławieństwo w zamian za mie­dziaka . Samica szympansa, która opuściła stado, by urodzić mu nowego członka, nie wraca do niego po pro­stu, bez ceremonii. Zbliża się do starych samców ze sta­da z ręką wyciągniętą w żebrzącym geście; stare samce dotykają jej dłoni lub trącają ją w kark; dopiero wtedy może ona dołączyć do samic w grupie .Wszystkie te przykłady, zaczerpnięte mniej lub bar­dziej przypadkowo z repertuaru zachowań różnych ga­tunków zwierząt, mogą różnić się złożonością, w zależ­ności od etapu ewolucji, z którego się wywodzą. Ale dla każdego gatunku można określić przewidywany prze­bieg zachowań, wykazać, w jaki sposób są współzależ­ne lub występują w sekwencji, jak mogą być modyfiko­wane, w jakich warunkach wystąpią i wreszcie, jak po­magają gatunkowi w przetrwaniu.

CZERPANIE PRZYJEMNOŚCI

Czerpiemy przyjemność i z naszego języka werbalnego, i z na­szego języka zachowań. Z przyjemnością tą harmonizu­je nasza ogromna ciekawość, nasz pęd do zrozumienia tego, o czym mówi nasze zachowanie się, nasza radość z odkrywania behawioralnej biogramatyki. Biogramatyka? Każdy gatunek posiada repertuar sy­gnałów — postaw, gestów, ruchów — komunikujących to, co zwierzęta odczuwają i co planują zrobić. Kiedy młody pawian dżelada wkracza w przestrzeń osobniczą drażliwego, starszego zwierzęcia, wykonuje ono coś, co przypomina szerokie ziewnięcie, a co jest wręcz prze­ciwnie, ostrzegawczym pokazaniem kłów i czerwonej tkanki dziąseł, w celu odstraszenia nieostrożnego mło­dzieniaszka . Kiedy jedna mewa srebrzysta ląduje na terytorium drugiej, sytuacja natychmiast staje się dwu­znaczna. Mewy mają trudności z odróżnieniem samców i samic swojego gatunku po wyglądzie. Intruz może być albo rzucającym wyzwanie samcem, z którym należy walczyć, albo przedsiębiorczą samicą, obiektem zalo­tów. Jeżeli nowo przybyły wyciąga szyję, jest to sygnał do walki, jeśli kołysze głową, jest to zaproszenie do uwiedzenia.

PRZED PROBLEMEM

Stając przed problemem nieznanego języka, lingwista zakłada niewiele ponad to, że wzory fonetyczne mogą być dokładnie zapisane, że mogą zostać wyodrębnione najmniejsze jednostki różnicujące znaczenia — fonemy, i że w końcu będzie można poddać analizie gramatykę tego języka. Wie to, ponieważ niezależnie od tego, jak bardzo różnią się pomiędzy sobą języki ludzkie, musi w nich występować stały związek pomiędzy fonemami, morfemami, zdaniami prostymi i złożonymi, a jeśli związek jest stały, to kod może zostać złamany.Ale skąd ta uniwersalna prawidłowość? Stąd, że je­steśmy jednym gatunkiem i nasza umowa — nasza szczególna i niepowtarzalna forma komunikacji — jest wspólnym dziedzictwem biologicznym. Jest jednym z produktów końcowych naszej ewolucji, która wymaga­ła swojego własnego, bardzo złożonego systemu komu­nikacji. Ale wszystkie gatunki mają systemy komuni­kacji pozwalające zwierzętom sygnalizować sobie na­wzajem nastroje i zamierzenia. U każdego gatunku to właśnie całość zachowania się zwierząt tworzy system komunikacji. Nasz nie jest tu wyjątkiem. I to, że mówi- my gramatycznie, i to, że zachowujemy się zgodnie z pewnymi prawidłowościami i w przewidywalny sposób, jest wynikiem naszej wspólnej historii ewolucyjnej, mającej swoje źródło w naszej biologii. Gatunek ma skłonność do „czerpania przyjemności” z robienia tego, co jest ważne dla jego przetrwania: seks i jedzenie są dwoma najbardziej oczywistymi przykładami.

SPOSÓB WYJAŚNIENIA

Branie pod uwagę — W tym złożonym sposobie wy­jaśniania — tego, co wspólne jest nam i innym zwierzę­tom, stanowi jednocześnie komplikację, ze względu na powiększenie ilości danych, ale też uproszczenie — jeśli zauważymy, że pewne cechy naszego zachowania się zostały już zaobserwowane i wyjaśnione u innych ga­tunków. Nie chodzi tu o poszukiwanie atrakcyjnych analogii pomiędzy zwyczajami ludzi i zwierząt, lecz o obronę stanowiska, zgodnie z którym jesteśmy jednak zwierzętami, a prawdy obowiązujące w przyrodzie są także prawdami dotyczącymi nas samych. Obserwując, jak różne gatunki posługują się, na przykład, skompli­kowanymi układami społecznymi w walce o przetrwa­nie, dowiadujemy się czegoś o wykorzystaniu społe­czeństwa jako strategii adaptacyjnej, o jej sukcesach i ograniczeniach. Ludzie są wszędzie ludźmi i badanie jednej ich grupy ujawnia coś, co dotyczy wszystkich lu­dzi. Zwierzęta są wszędzie zwierzętami i poznanie wzo­rów adaptacyjnych jednego gatunku powie nam coś o procesie adaptacyjnym zachodzącym u wszystkich ga­tunków. Łącznie z naszym własnym.Naszym punktem wyjścia będzie więc potraktowanie człowieka jako obcego gatunku, którego zachowanie się jest tak dziwne, jak dziwny jest nieznany, obcy język.

POSZUKIWANIE PRAWIDŁOWOŚCI

Uczeni poszukiwali prawi­dłowości i odkrywali je już dawniej; nie umieszczali ich jednakże w kontekście ewolucyjnym. Nie uważali ich za produkty końcowe naszej historii ewolucyjnej; nie traktowali człowieka jako gatunek, ale jako konglome­rat różnorodnych populacji, narodów i kultur. My na­tomiast bardziej niż zróżnicowaniem zainteresowani jesteśmy uderzającymi podobieństwami — tym, co zoo­logowie nazwaliby „specyficznymi dla gatunku” pra­widłowościami zachowania się, charakteryzującymi wszystkich ludzi w każdym momencie i wywodzącymi się z natury badanego przez nas gatunku zwierzęcego — Homo sapiens . To bowiem, że wszystkie prawidłowo­ści, które charakteryzują gatunek, istnieć muszą ze względu na ich adaptacyjne znaczenie w ewolucji, jest artykułem naukowej wiary darwinistów. Jeżeli więc zadamy pytanie, jak rozwijał się gatunek i jak zmienia­ły się warunki, do których się przystosowywał, zacznie­my rozumieć to, co wygląda często na dziwaczną cechę anatomiczną bądź osobliwy sposób zachowania się. A więc, stawiając pytania dotyczące społecznego zacho­wania się człowieka, korzystać musimy z materiałów dostarczanych przez prace wykopaliskowe i z odkryć nauk społecznych dotyczących podobieństw i różnic pomiędzy naszymi systemami społecznymi.

PORUSZANIE SIĘ

Wiemy, że chód kro­czący — charakterystyczny dla naszego gatunku sposób poruszania się — był przystosowaniem się do życia ło­wieckiego w sawannach. W jakiej mierze nasze zacho­wanie się jest podobnego rodzaju adaptacją?Nie są to łatwe pytania. Nie jest nawet łatwo wska­zać właściwy sposób ich stawiania. Tradycja naukowa i mądrość pozanaukowa przemawiają przeciwko biolo­gicznemu podejściu do człowieka — a jednak jest on tylko jednym z wielu gatunków zwierząt. Dopóki pano­wał nad innymi, mógł głosić swoją niezależność od na­tury i uchodziło mu to bezkarnie. Teraz, gdy grozi mu wyginięcie, musi uznać swoją wspólnotę z innymi ga­tunkami przynajmniej pod jednym względem: żaden gatunek nie jest święty — i każdy albo przystosuje się, albo zginie. Pozostaje więc tylko jeden sposób rozsąd­nej oceny naszej przyszłości: dojść do ładu z procesem ewolucji naszego zachowania się w przeszłości.W tym celu musimy spróbować wykryć prawidłowoś­ci ludzkiego zachowania się — zachowania się człowie­ka w społeczeństwie — i zrozumieć znaczenie adapta­cyjne. które miały niegdyś.

DZIĘKI HISTORII

Jest, jakie jest, dzięki historii jego strategii przysto­sowawczych. Robi to, co robi, ponieważ to właśnie za­chowanie się przyniosło korzyść w walce o przetrwanie. Ale, być może, zmiana warunków sprawi, iż dana stra­tegia stanie się przestarzała, a może nawet szkodliwa. Jeżeli utrzyma się strategia przestarzała, rezultatem będzie wyginięcie gatunku. Strategie przystosowawcze gatunku ludzkiego były najwyraźniej wysoce skutecz­ne, ale sukcesowi temu wydaje się grozić załamanie. Warunków, które te przystosowawcze strategie wy­tworzyły, nie da się przy pomocy tych strategii utrzymać. Analogia do bomby wodorowej jest oczy­wista: superbroń jest tak silna, że jeśli ktoś jej użyje, zniszczy wszystko — razem z sobą samym.Jeżeli mamy pojąć dramatyczną sytuację, w którą sami się wpędziliśmy, musimy spojrzeć na siebie jako na gatunek, jako na końcowy produkt konkretnej linii ewolucyjnej. Musimy spojrzeć na kształt naszego ciała oraz na związaną z nim strukturę naszego zachowania się i spytać: do czego służą? jakie były strategie adapta­cyjne, które je wytworzyły? jakie warunki spowodowa­ły, że wybrany został ten właśnie sposób poruszania i zachowania się? czy zachowanie się, które zostało wy­brane, nadal jest odpowiednie w warunkach dzisiejsze­go życia? a jeśli nie, to co zrobić?

JAK OSIĄGNĄĆ ZROZUMIENIE

Jak osiągnąć to zrozumienie? Jeżeli badamy gatunek motyla, jak zabieramy się do znalezienia odpowiedzi na pytania: co jest dla tego gatunku najważniejsze? jak stał się tym, czym jest? dlaczego tak, a nie inaczej po­stępuje? jakie są jego szanse na przetrwanie? I czy tech­niki, które pomagają nam w znalezieniu odpowiedzi na pytania dotyczące naszego motyla, okażą się przydatne, kiedy zastosujemy je do tak skomplikowanego zwierzę­cia, jak człowiek? Zoologowie i biologowie ewolucyjni poszukiwali ta­kich odpowiedzi od czasu, gdy Darwin zrewolucjonizo­wał biologię teorią doboru naturalnego. Gatunki nie są niezmienne; nowe gatunki rozwijają się z dawniej­szych; utrzymują się te mutacje materiału genetyczne­go, które sprzyjają przetrwaniu. Końcowym produktem takiej ewolucji są, po prostu, wszystkie gatunki żyjące współcześnie. Ich anatomia i fizjologia jest wynikiem prób i błędów oraz odsiewu genów w niezliczonej licz­bie pokoleń. Gatunek jest tym, czym jest, dzięki wzoro­wi skutecznej adaptacji wbudowanemu w geny. Jest zaprogramowany, by rozrastać się i rozwijać w ściśle określony sposób, i program ten przenoszony jest z po­kolenia na pokolenie w kodzie genetycznym. Jeżeli do­wiemy się wystarczająco wiele — z jednej strony — o obecnej kondycji zwierzęcia i — z drugiej — o jego hi­storii ewolucyjnej, będziemy w stanie odpowiedzieć na rozmyślnie naiwnie sformułowane pytania: dlaczego jest ono takie, jakie jest? dlaczego robi to, co robi?

SPOJRZENIE NA LUDZI

Ponieważ odebraliśmy konwencjonalne wykształce­nie, uważamy, że jako badacze zachowania się człowie­ka wiele wyjaśnić możemy przy pomocy konwencjonal­nych technik. Nie powinno nas to jednakże zadowalać. Nauki behawioralne dostarczają niepełnego pojęcia o tym, co rządzi ludzkim zachowaniem się i co je ograni­cza. Nie bierze się w nich wystarczająco poważnie pod uwagę możliwości, że naprawdę istnieje „natura ludz­ka że tak jak możemy zdefiniować Homo sapiens na podstawie jego wyglądu, tak — być może — jesteśmy w stanie zdefiniować go poprzez sposób jego zachowania się i poprzez struktury społeczne, które tworzy.Spojrzenie na ludzi jako gatunek zagrożony pomaga nam skupić się na najpoważniejszym niedociągnięciu nauk społecznych, nieumiejętności podejścia do nasze­go gatunku jako całości. Jest to dziwne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w stosunku do innych zwierząt traktuje­my gatunek jako jedność, całość, jako jednostkę historii ewolucji, coś, co znalazło się w nurcie życia organicz­nego na drodze naturalnego procesu, przystosowało się lub nie przystosowało, i, jeśli nie, trafiło do muzeów i słoi z formaliną.Gatunek często ma pecha i nie jesteśmy tu wyjąt­kiem. Nasza niepowtarzalność leży w tym, że możemy zrozumieć siebie samych jako gatunek. (…)