NIE CHODZI O INSTYNKTY

Nie chodzi tutaj o instynkty w jakimkolwiek sta­romodnym znaczeniu; ceremonie inicjacyjne i męskie rytuały nie są „instynktowne”. Wynikają one z biologii zwierzęcia, które zostało zaprogramowane, by je wy­tworzyć, jeżeli otrzyma odpowiednie bodźce. Bez ta­kich bodźców żadne z określonych zachowań nie wy­stąpi, lub też pojawi się ono w niepełnej bądź wypaczo­nej postaci. Organizm ludzki przypomina komputer, który został zmontowany, czy też którego „obwody” zostały połączone w określony sposób. Jest on zawsze w stanie gotowości — w kolejnych punktach swojego cy­klu życiowego — do przetwarzania oraz wytwarzania pewnych rodzajów informacji. Wprawdzie, aby ulec przetworzeniu, informacja musi być określonego rodza­ju, ale zawarte w niej treści mogą być różne. Kiedy już informacja zostaje odebrana, komputer magazynuje ją i przechodzi do następnego zadania. Jeżeli w systemie wystąpi zakłócenie — jeśli, na przykład, program dla dorosłych wprowadza się do młodocianych kompute­rów — przepalają się bezpieczniki i grozi awaria. Lo­giczną konkluzją powyższej analogii jest dziwaczny świat fantastyki naukowej, w którym komputery wpro­wadzają w siebie nawzajem informacje — symulując w ten sposob ludzką kondycję. System taki funkcjono­wałby gładko tylko wtedy, gdyby działanie kompute­rów było zsynchronizowane.

POZBAWIENIE WPŁYWU TRADYCJI

Może wydawać się, że ten obraz infrastruktury za­chowania się w społeczeństwach ludzkich niewiele wy­kracza poza trójwymiarowy komentarz do ludzkiej rze­czywistości staliśmy się tacy właśnie, jesteśmy tacy i jeszcze długo tacy będziemy: człowiek jest człowiekiem jest człowiekiem. Ale to nie jest takie proste. By to zro­zumieć, musimy sięgnąć po nowe dane i teorie, które pozwolą nam wyeksponować ciągłość ludzkiego do­świadczenia w długim okresie czasu i twierdzić sta­nowczo, że biologia ma nad nami realną władzę — mimo że nacisk naszej historii intelektualnej i agresyw­ny optymizm naszych postępowych przywódców odma­wia nam dwuznacznego luksusu przypisywania przy­najmniej części tego, czym jesteśmy… temu, czym je­steśmy.Pozbawiony wpływu tradycji kulturowej, nasz hipo­tetyczny, izolowany szczep wytworzyłby przypuszczal­nie bardzo specyficzne i wysoce złożone wzory kulturo­we i stałoby się to bardzo szybko — w ciągu kilku po­koleń, jeśli zostałby wytworzony język. Ludzie zrobili­by to z tego samego powodu co pawiany wytwarzające w niewoli charakterystyczny dla pawianów system spo­łeczny — ponieważ tkwi on w naturze zwierzęcia. Pa­wiany, naczelne czy też ludzie mają nie tylko bardzo ogólną, fizyczną zdolność uczenia się, mają także za­programowaną skłonność do uczenia się tych, a nie in­nych rzeczy oraz do uczenia się pewnych rzeczy łatwiej niż innych.

STAN DZIKOŚCI

Gdyby te powtórnie wprowadzone w stan dzikości dzieci-rodzice, Adam i Ewa, przeżyły i rozmnożyły się mimo izolacji od wpływów kultury, z pewnością zrobi­łyby szereg dających się przewidzieć rzeczy: stworzyły­by społeczeństwo, w którym znalazłyby się prawa doty­czące kazirodztwa oraz sposobu zawierania małżeńst­wa i wyboru współmałżonka; zasady regulujące włas­ność; zwyczaje tabu i rytualnej nietykalności. W społe­czeństwie chylono by czoło przed zjawiskami nadprzy­rodzonymi i w jakiś sposób starano by się sprawować nad nimi kontrolę. Członkowie tego społeczeństwa tak­że mieliby swoje inicjacje; rozwijaliby ceremonie zalo­tów i pracowicie zabiegali o upiększanie młodych ko­biet. Mężczyźni robiliby pewne rzeczy, z których wyłą­czone byłyby kobiety; sekretność niektórych wyłącznie męskich stowarzyszeń spajałaby ich członków równie skutecznie jak kajdany. Występowałaby prawdopodob­nie jakaś interesująca forma hazardu. Wytwarzano by narzędzia i broń. Nasz biogramatyk z pewnością od­kryłby także: mity i legendy, taniec, psychozy i nerwi­ce, cudzołóstwo, homoseksualizm, samobójstwa, lojal­ność, dezercje, nieletnich przestępców, zdziecinniałych starców i różnorakich spryciarzy zajmujących się lecze­niem lub ciągnących zyski z chorób trapiących ludzi i społeczności.

ROZSZERZENIE EKSPERYMENTU

Eksperyment ten można rozszerzyć. Gdyby dzieci przeżyły i rozmnożyły się — nadal w izolacji od jakich­kolwiek wpływów kulturowych — to potomkowie ich wytworzyliby w końcu społeczność i kulturę, którą we wszystkich szczegółach można by uznać za ludzką. Ale nawet jeśli jej treść różniłaby się od tych, które już zna­my, nawet jeśli miałaby ona innych bogów i szatanów, inne teorie, dziwaczne reguły zawierania małżeństw i ceremonie pogrzebowe, jej schemat mógłby zostać usta­lony przez biogramatyków. Jej struktura statusów spo­łecznych mogłaby szczycić się niewiarygodnymi absur­dami i niezliczonymi, z pozoru pozbawionymi znacze­nia podziałami. Ale istniałby system statusów społecz­nych, i to właśnie nie byłoby pozbawione znaczenia. Być może w tej kulturze dzieci poddawano by okrut­nym obrządkom inicjacyjnym. Ale istniałyby ceremonie i dzieci przechodziłyby inicjację. Kultura ta wykorzy­stywałaby czy leczyła schizofrenię w całkowicie nie­oczekiwany sposób; ale biogramatyk mógłby rozpoznać typ tego postępowania i umieścić je w swoim szybko wzbogacającym się słowniku zachowań. Słownik ten za*wierałby te — i inne — elementy, ponieważ Homo sa­piens jest takim, a nie innym zwierzęciem.

ZGODNIE Z POGLĄDEM

Zgodnie z takim poglądem kultura ludzka nie wyrasta bezpośrednio z ludzkiej natury, ale jest cenną skarbnicą niepowtarzalnych umiejętności i wiadomości, które muszą być przekazane, by nie zagi­nąć. Ale czy rzeczywiście tak jest? Jeżeli chodzi o język, przynajmniej dwóch władców w historii miało co do tego wątpliwości. Stawiali oni pytanie: czy dzieci poz­bawione wykształcenia będą mówiły? Psammetych I w Egipcie (w siódmym wieku p.n.e.) i Jakub IV, król Szkocji (w piętnastym wieku n.e.), posądzani są o to, że usiłowali izolować dzieci po urodzeniu i pozostawiać je w odosobnieniu, by rosły bez możliwości porozumiewa­nia się z ludźmi — w celu sprawdzenia, jakim językiem (jeżeli w ogóle) będą mówić. Pobożne nadzieje króla Ja­kuba, że będzie to hebrajski, były być może nieco zbyt optymistyczne, ale jego wiara w to, że wymyślą język, jeśli nikt ich żadnego nie nauczy, jest teoretycznie uza­sadniona. Ten wynaleziony język, mimo iż całkowicie odmienny od wszystkich dotychczas znanych, podda­wałby się takiej samej analizie lingwistycznej jak każ­dy inny i mógłby być przetłumaczony na każdy ze zna­nych języków.

CAŁA RESZTA KULTURY

W taki sam sposób cała reszta kultury człowieka tkwi korzeniami w biologii gatunku. Posiadamy apa­rat przyswajania kultury, zmuszający nas do wytwarzania dających się wyodrębnić i zanalizować kultur ludzkich, tak jak musimy wytwarzać języki, któ­re, mimo ich lokalnej zmienności, można zrozumieć. Tak jak dziecko może nauczyć się tylko języka zgodne­go z „normalnymi” regułami gramatyki języków ludz­kich, tak może nauczyć się tylko takiej gramatyki za­chowania się, która zgodna jest z analogicznymi regu­łami biogramatyki. Oczywiście w obu przypadkach moż­liwe jest odejście od obowiązujących reguł, ale prawdo­podobnie skończy się to tylko bełkotem.Taki pogląd na ludzkie zachowanie się różni się zde­cydowanie od poglądu behawiorystów i kulturalistów. Zgodnie z poglądem tym organizm traktuje się jako ak­tywnego, poszukującego i wytrwałego uczestnika pro­cesu uczenia się, a nie tylko jako jego odbiorcę; wska­zuje się, że nauczyciel jest tak samo pobudzany do nau­czania w określony sposób, jak uczeń — do uczenia się. Tablica nie jest tutaj w żadnym wypadku niezapisana: pisze wiele sama.Jeżeli całe zachowanie się, włączając w to zachowa­nie się językowe, jest po prostu wynikiem kulturowego uwarunkowania, to nasuwa się logiczny wniosek, że je­śli jakieś pokolenie zostanie odcięte od tradycji, nie stworzy już nowej.

KAŻDE DZIECKO

Tak więc każde dziecko ma zdolność gramatycznego mówienia i przygotowane jest do tego, by oprogramo­wać je jakąkolwiek konkretną gramatyką, dostarczoną przez jego kulturę. Gramatyk takich jest wiele i są one zróżnicowane, tak jak kultury, w których się ich uży­wa. Nie ma żadnego „wyjaśnienia”, dlaczego dana gra­matyka jest taka, jaka jest, w przeciwieństwie do ja­kiejś innej. Niemniej wiadomo jest, że wzory mowy wszystkich istniejących języków opierają się na kilku podstawowych zasadach, których istnienie stwierdzili językoznawcy. W ten sam sposób uda się, być może, zredukować wzory gramatyki — jeśli poznane zostanie to, co Chomsky nazywa „głębokimi strukturami” wszy­stkich języków. Wówczas będziemy mogli spisać „gra­matykę uniwersalną”, zawierającą zasady, na których opierają się konkretne, istniejące gramatyki. Nawet na obecnym etapie naszej wiedzy nie istnieje język, które­go językoznawca nie potrafiłby — po pierwsze — zapi­sać przy pomocy uniwersalnego alfabetu fonetycznego i — po drugie — zanalizować przy pomocy uniwersal­nych technik analizy semantycznej. Można to zrobić, ponieważ, mimo różnorodności struktur powierzchnio­wych, wszystkie języki spełniają to samo zadanie — i to na ograniczoną ilość sposobów.

PORÓWNANIE Z JĘZYKIEM

Musimy więc odpowiedzieć na pytanie: czy je­dynymi regułami rządzącymi ludzkim zachowaniem się są prawa psychologii uczenia się, czy też jest coś jesz­cze w istotach ludzkich, czego wynikiem są prawidło­wości, które, mimo powierzchownych różnic, pojawiają się w każdym społeczeństwie? znów przydaje się tu porównanie z językiem. Zgod­nie z zasadą tabula rasa, drogą naśladownictwa i po­przez system nagród i kar, uczymy się wszystkich ele­mentów języka. Ale współcześni językoznawcy twier­dzą, że stanowiska takiego nie da się obronić — łatwo zrozumie to każdy ojciec czy matka. Językoznawcy tacy jak Chomsky i tacy psychologowie jak Lennenberg do­wodzą, że zdolność gramatycznej mowy jest w jakiś sposób „wbudowana” w mózg, tak jak zdolność cho­dzenia jest w jakiś sposób „wbudowana” w ciało i roz­wija się wraz z rozwojem dziecka . Dziecko uczy się, ponieważ posiada mózgowy aparat przyswajania języka, pozwalający mu opanować reguły tworzenia zdań, których nigdy nie słyszało. Mechanizm ten po­zwala mu na przetwarzanie danych i dochodzenie do reguł przez dedukcję. Co najważniejsze, reguły języka dzieci nie są po prostu nieudolnymi imitacjami grama­tyki dorosłych; oparte są na regułach tworzenia zdań odpowiednich dla poziomu rozwoju dziecka.

ORGANIZM JEST ODBIORNIKIEM

Organizm jest odbiornikiem i jest w stanie nauczyć się wszystkie­go, co zostanie do niego wprowadzone. Zepsuje się do­piero wówczas, gdy niewłaściwie stosowany będzie proces warunkowania. Zgodnie z tym poglądem nie ma teoretycznie żadnych ograniczeń procesu uczenia się, a potwierdzeniem tego ma być nieprawdopodobna i cał­kowicie dowolna różnorodność ludzkich kultur. Co więcej, zgodnie z tym podejściem wszystkie kultury lu­dzkie są wynalazkami. Mogą opierać się na pewnych powszechnych potrzebach i emocjach, ale te mają nie­wielki wpływ na ich charakter. Dowodzi się, na przy­kład, że potrzeba seksualna jako taka nie wyjaśnia, dlaczego niektóre kultury są mono-, a niektóre poliga­miczne. (Pomija się fakt, że niezależnie od przyjętych reguł we wszystkich kulturach występuje cudzołóstwo i karane są za to kobiety). Wedle tej teorii potrzeba po­karmowa (lub „popęd zaspokajania głodu”) nie wyjaś­nia zróżnicowania tabu związanych z jedzeniem, a po­trzeba zapewnienia sobie schronienia — zadziwiającej różnorodności ludzkiej architektury .Na poziomie treści konkretnej kultury pogląd ten jest prawdziwy. Wskazywano, że istnienie gramatyki nie umożliwia nam przewidzenia tego, co ludzie powiedzą; mówi nam tylko, jak muszą to powiedzieć, by byli zro­zumiani.

POGLĄD NA ZWIERZĘTA

Przyjmie do stada młode, niedojrzałe samice jako przyszłe part­nerki, ponieważ jest to jedna z rzeczy, od których pa­wian nie może się powstrzymać, a nie dlatego, że do za­ręczyn z dzieckiem nakłania go kodeks religijny. Jest to pogląd na zwierzęta — zwłaszcza w stosunku do naszych najbliższych krewnych — nie tylko nad­miernie uproszczony, ale i narzucający nierzeczywistą dychotomię. Przydaje się tu zastosowanie terminu, któ­ry ma w sobie coś z delikatnej przygany: „podejście kulturalistyczne”. Zgodnie z tym podejściem ludzkie dziecko jest tabula rasa — niezapisaną tablicą — nie obciążoną nakazami instynktownych wymogów, które kierują zwierzętami. Dziecko ma tylko inteligencję — i zdolność nauczenia się wszystkiego, czego się je uczy. Tak więc utrzymuje się, że każda kultura może napisać, cokolwiek chce, na owej niezapisanej tablicy, w grani­cach wyznaczonych przez fizjologię i prawa uczenia się odkryte przez psychologów-behawiorystów. Rzecz jas­na, kultura nie może wymagać, by dziecko fruwało lub składało jaja, czy też żyło pod wodą. Aby uwarunko­wać organizm tak, by podporządkował się obyczajowi klanu, szczepu czy narodu, musi, za pomocą kar i na­gród, odpowiednio wzmacniać uczenie się.